Warsztat AW SERWIS - OKĘCIE Adam Wypych i 4 miesiące naprawy
Mistrzostwo świata. W styczniu ktoś puknął mi auto w Warszawie, kiedy stało grzecznie przy Filtrowej. Przyjechali panowie policjanci, agent z Link4, sprawca się przyznał i było miło. To był początek dwóch historii, których doświadczenia nikomu nie życzę. Jedna to walka o odszkodowanie z Link4, druga to walka z warsztatem o auto. Dziś jest 23 kwietnia, po niemal 4 miesiącach auto nadal jest niesprawne i nie można go odebrać. Termin tego odbioru był przesuwany 5 razy. Ostatnio nawet kiedy przyjechaliśmy do warsztatu pewni że to już. Przyjechaliśmy ze Śląska do Warszawy, więc to nie w kij dmuchał :)
Naprawa była niebagatelna, bo oprócz prawie całej tylnej blacharki (auto dostało w lewy tył, a prawym stuknęło sąsiada z parkingu - nowego VW Beetle), do wymiany poszło tylne zawieszenie, podłużnica i kilka drobiazgów. Fakt też, że przez miesiąc czekali na decyzję Link4, ale mimo to z obiecanych kilku tygodni zrobiło się kilkanaście i końca nie widać. Pan Marek, “opiekun” auta nawet nie odbiera już telefonów! Ostatnio stwierdził, że stresują go te moje codzienne dociekania. Człowiek z niego może i poczciwy, ale z tą naprawą ma pecha. Aha - warsztat został polecony przez EFL, bo samochód jest w leasingu. Gdyby ktoś szukał informacji na temat tego zakładu - to ja ich nie polecam. Znajduje się ten przybytek spokoju przy ul. Saperów i Prudnickiej w Warszawie. Jest tam też stacja diagnostyczna, ale akurat kiedy miała sprawdzić auto po naprawie (przegląd wymagany po szkodzie ponad 2000 zł) to… też się zepsuła. Takie nieszczęście.
Oto ich namiary ku przestrodze: AW SERWIS - OKĘCIE Adam Wypych
[2008-04-27] Auto wczoraj powędrowało tam, gdzie od razu powinno - do ASO. Po czasie, jaki był potrzebny na pomiary i regulacje zadzwoniłem do ASO i dowiedziałem się, że wszystko jest OK, jedyne uwagi jakie mieli to krzywe tarcze w przednich hamulcach - bez związku ze stłuczką. Natychmiast wykonałem kolejny telefon, do p. Marka, który dla odmiany powiedział mi o konieczności wymiany prawego czopa tylnej osi… Ręce opadły mi jeszcze niżej, rozmowa przedłużyła się o różne moralno-filozoficzne wątki ale nie wniosła nic więcej.
Dziś rano, po kolejnym telefonie do ASO, upewniłem się że kontrola z ich strony nie wykazała nic poza tarczami i zadzwoniłem bezpośrednio do warsztatu AW-Okęcie. Trafiłem przypadkiem na szefa! Ponieważ niezbyt dokładnie znał historię, opowiedziałem mu co ważniejsze rzeczy i obiecał sprawdzić i oddzwonić. Najciekawsza w tym momencie jest różnica zdań między ASO a warsztatem. Aha, w międzyczasie Link4 przysłał rozliczenie naprawy, na ponad 1500 zł netto mniej niż na fakturze z AW-Okęcie… Ciekawe, czy to ma jakiś wpływ na postępowanie warsztatu…
[2008-08-28] Nie bardzo miałem ochotę wracać do sprawy, ale warto dopisać zakończenie. Auto po kolejnych kilku dniach udało się odebrać, jednak okazało się że… w międzyczasie upłynął termin kontroli technicznej. Na szczęście sprawna była już stacja kontroli i od ręki wydali odpowiednie dokumenty. Podróż do domu skończyła się średnio przyjemnie, bo Micra po krótkim postoju na parkingu w Polichnie zasygnalizowała rozładowany akumulator. Holowanie na miejsce, mimo assistance, kosztowało kolejne parę setek (teraz wiem, że nas naciągnęli - dojechalibyśmy pewnie na rozładowanym akumulatorze). Okazało się, że źle zmontowana instalacja elektryczna zablokowała funkcję oszczędzania akumulatora, która automatycznie wyłączała światła po zamknięciu samochodu. Do tego akumulator był już stary i niesprawny, ale warsztat tego oczywiście nie sprawdził.
Dopiero kolejna wizyta w ASO, tym razem w Katowicach, załatwiła sprawę: jakaś śruba została zamontowana bez podkładki uziemiającej, co zakłócało działanie systemu ‘bez kluczyka’ i właśnie oszczędzania akumulatora. Uff…