Nikita Chickita

A także Electric, Etnies, Les Ettes, Nixon, Rusty, Sheroll, Vans, Vestal i inne… Właśnie przechodzę szybką edukację w dziedzinie marek odzieżowych dla nastolatek, a to dzięki sklepowi chickitashop.com, który pomagam ustawić w odpowiednim miejscu internetu :) Prowadzi go moja Kuzynka, więc pewni politycy nazwaliby to układem. Ale fajnie jest zająć się zupełnie inną branżą i poobserwować — całkiem imponujący — ruch na stronie.

Strona główna sklepu z odzieżą dla nastolatek, chickitashop.com

Strona główna sklepu z odzieżą dla nastolatek, chickitashop.com

W tej chwili sklep bazuje na opensourcowym oscGold, czyli polskiej adaptacji osCommerce. Jednak pomimo że to ogromny projekt i faktycznie pozwala dość prostymi środkami uruchomić i prowadzić sprzedaż, to czytelność kodu i jego styl przypominają mi własne produkty… sprzed pięciu lat. Domyślam się, że refaktoryzacja tak dużego przedsięwzięcia to niełatwa rzecz i pewnie dlatego pełno tu stałych i zmiennych globalnych, dziesiątek ‘includowanych’ plików, mieszania layoutu i logiki. Kusi, żeby zrobić wszystko od nowa…

Kod jednej z podstron

Kod jednej z podstron

spot PO spotem PiS?

Polityka polska bywa ciekawa. Rzadko uważam ruchy medialno-marketingowe poszczególnych partii za jakoś szczególnie błyskotliwe, owszem lubię nastawienie do świata i ludzi prezentowane przez PO, uwielbiam happeningi Palikota, ale dziś dla odmiany bardzo pozytywnie zaskoczył mnie team Kurski-Kamiński. Mają się onie zwrócić do p. Dolniaka, szefa sztabu PO, o pozwolenie na wykorzystanie całego spotu PO z poprzednich wyborów jako reklamy wyborczej PiS. Przedstawienie obietnic PO w charakterze pokerowego ‘sprawdzam’ uznaję za dobry, odważny i fajny ruch. Nie ma w nim zwykłej zjadliwości, przynajmniej w warstwie bezpośredniego komunikatu. Domyślam się oczywiście, że czai się tam syczące, nawet mimo braku odpowiednich spółgłosek, “a nie mówiłem?”, ale jest przestrzeń do własnej interpretacji, a to już oznacza pewien szacunek dla samodzielnego rozumu odbiorcy.

Odpowiedź p. Dolniaka, złapanego przez Brygidę Grysiak z TVN24 w Sejmie, była zachowawcza i bez humoru. Moim zdaniem, jedyna prawidłowa odpowiedź to “tak, oczywiście”… Gdyby z kolei Platforma zgłosiła dla tzw. fair play spot PiS z wyborów przez PiS wygranych, byłaby to nieco paranoiczna, ale przynajmniej oryginalna, kampania wyborcza. Jedni i drudzy mieli podobny czas do dyspozycji.

Natomiast zaprezentowany przez PO spot jest… tani. Dobrze przynajmniej, że trzyma pozytywny klimat i nikogo nie atakuje. Koncepcyjnie, realizacyjnie — tani. Ale tak obiecali…

tożsamość incognito i pod przykryciem

Większość z nas, surfując tu i tam chętnie surfuje “pod przykryciem”, jak to ostatnio przetłumaczyła “undercover” gazeta.pl (a może PAP?). Wolelibyśmy nie ujawniać swoich tzw. danych osobowych, kiedy nie jest to konieczne. Już nawet Google’a zbieranie statystycznych danych jest oprotestowywane. Od początku swej popularności internet dawał, złudne zresztą, poczucie nierozpoznawalności. Przez strony WWW przewijały się, jak przez dworce kolejowe, masy czytelników. Pojawiła się jednak, wraz z falą tzw. Web 2.0, zmiana. Od blogów, przez fora po porównywarki cenowe, niemal wszędzie można dopisać coś od siebie. To oczywiście dobra zmiana, uwalniająca komunikację między ludźmi na niespotykaną dotąd skalę. Dawno już cieszyli się z tej zmiany np. autorzy manifestu cluetrain. Razem z tą skalą uwalniane są jednak rozmaite komunikacyjne potwory. Mnie zajął szczególnie jeden — anonimowość.

Zbiegło się ostatnio parę spraw, które mają ją za wspólną genezę. Czytając o aferze Kataryna-Czuma, o masowo fałszowanych opiniach, drobnych fałszerstwach, wreszcie nie czytając portali typu dupelek.pl, czy plutek.pl, cały czas mam wrażenie, że ta anonimowość niedobra jest. Gdy sam piszę tutaj, to każdy wykazując odrobinę zaangażowania jest w stanie sprawdzić, ktom zacz. Kiedy znowu postanowię wylać kubeł pomyj na ministra, żonę piłkarza czy nowy odtwarzacz mp3, to mogę użyć dowolnie wybranego nicka i nikt bez zgody sądu i/lub administratora nie pozna mojej tożsamości. A opinia w świat pójdzie. Gdyby była to moja prywatna opinia, pół biedy. Problem zaczyna się wówczas, gdy ktoś sypnie jakimś honorarium po 10 gr za autorski wpis. Autorsko zarabiając na życie, masy pracujące tworzą dowolnie fałszywy, zamówiony przez pracodawcę obraz dowolnego zjawiska. Konsekwencje są wiadome, fantastyczna zdolność Sieci do wyławiania potrzebnych informacji gnije i śmierdzi zdechłą rybą. Ponieważ jestem lekkomyślnym zwolennikiem przechodzenia do demokracji elektronicznej, trochę mnie ta słabość wirtualnego świata niepokoi.

Zastanawiam się, co można z tym zrobić. Wiadomo — administracyjnie nie da się nagle zabronić publikacji anonimowych treści, zresztą nie o to chodzi. Zależałoby mi na tym, żeby autor dowolnego wpisu mógł ujawnić swoją tożsamość. Takie posty, wpisy, komentarze byłyby wielokrotnie bardziej wiarygodne. Sfera anonimowa pozostałaby miejscem dla amatorów pomyj i wytrzymałych. Pierwsza rzecz, to ogólny standard typu OpenID, Windows LiveID czyli jakby paszport dostępny na każdej stronie w necie. Są też inne projekty, jak Liberty Alliance Project. Na szczęście nieźle to działa we wszelkich portalach społecznościowych wymuszających jawność osoby, jak nasz Goldenline czy Allegro. Mam tylko nadzieję, że biznesplany właścicieli innych opiniotwórczych stron uwzględnią “potrzebę konsumenta” i wypromują obywatelską bądź co bądź, postawę polegającą na podpisywaniu się własnym imieniem i nazwiskiem.

Czego wszystkim życzę,

Piotr Tomaszewski

« Previous PageNext Page »