Archive for the 'bezpieczeństwo' Category

BPH, poprzednio GE Money Bank

Oto post z serii narzekań, bo ostatnio potrzebuję silniejszego bodźca, żeby znaleźć chwilę na pisanie. Zadzwonił telefon. Komórkowy, ale niestety nie wiadomo kto dzwoni – bo numer zastrzeżony. Smutny pan mówi, że dzwoni z banku BPH, wcześniej GE Money i pyta o moją datę urodzenia. Ja pytam, po co dzwoni i skąd mam wiedzieć że podawanie daty urodzenia ma sens. On na to, że nie może mi powiedzieć, dopóki nie podam daty… i tak koło się zamknęło, a procedura zabezpieczająca zabezpieczyła się sama przed sobą.

Następnym razem wyślijcie maila, będzie taniej.

No Tag

polityka bezpieczeństwa home.pl

Robiąc “w internecie” spotyka się człowiek z hostingiem. No karma taka, nie da się bez hostingu żyć i kropka. Przeżyłem więc już doświadczenia z DMKProject (było fajne, ale wyniosło się do USA i ma długi czas pinga), z nazwa.pl (jedno konto FTP), kei.pl (straszny panel administracyjny), wreszcie home.pl (nie można mieć dwóch osobnych skrzynek pocztowych o tej samej nazwie – np. biuro@ – w obrębie jednego konta dla dwóch domen). Każda z tych ofert ma swoje wady i zalety. Zalety są w sumie podobne – każda z nich zwykle szybko, fachowo i pozytywnie reagowała na moje pytania i prośby. Jednak ostatnio home.pl trochę mnie zdziwiło.

Dla jednej ze stron potrzebowaliśmy połączenia bezpośredniego dla MySQL, na porcie 3306, do synchronizacji bazy z lokalną w biurze. Działało. Aż pewnego dnia admin home.pl stwierdził duży ruch na tym porcie z naszego adresu. Zablokował więc ten ruch “ze względów bezpieczeństwa”. Co ciekawe, nadal można się połączyć z dowolnego innego IP. Z mojego punktu widzenia zablokowany został adres najbardziej uprawniony do generowania ruchu, a pozostawiono otwarte połączenie z resztą świata, pełną złoczyńców i pedofilów… ;-) Teraz więc synchronizacja odbywa się z laptopa przez neostradę, a sens operacji pozostaje dla mnie tajemnicą.

No Tag

tożsamość incognito i pod przykryciem

Większość z nas, surfując tu i tam chętnie surfuje “pod przykryciem”, jak to ostatnio przetłumaczyła “undercover” gazeta.pl (a może PAP?). Wolelibyśmy nie ujawniać swoich tzw. danych osobowych, kiedy nie jest to konieczne. Już nawet Google’a zbieranie statystycznych danych jest oprotestowywane. Od początku swej popularności internet dawał, złudne zresztą, poczucie nierozpoznawalności. Przez strony WWW przewijały się, jak przez dworce kolejowe, masy czytelników. Pojawiła się jednak, wraz z falą tzw. Web 2.0, zmiana. Od blogów, przez fora po porównywarki cenowe, niemal wszędzie można dopisać coś od siebie. To oczywiście dobra zmiana, uwalniająca komunikację między ludźmi na niespotykaną dotąd skalę. Dawno już cieszyli się z tej zmiany np. autorzy manifestu cluetrain. Razem z tą skalą uwalniane są jednak rozmaite komunikacyjne potwory. Mnie zajął szczególnie jeden — anonimowość.

Zbiegło się ostatnio parę spraw, które mają ją za wspólną genezę. Czytając o aferze Kataryna-Czuma, o masowo fałszowanych opiniach, drobnych fałszerstwach, wreszcie nie czytając portali typu dupelek.pl, czy plutek.pl, cały czas mam wrażenie, że ta anonimowość niedobra jest. Gdy sam piszę tutaj, to każdy wykazując odrobinę zaangażowania jest w stanie sprawdzić, ktom zacz. Kiedy znowu postanowię wylać kubeł pomyj na ministra, żonę piłkarza czy nowy odtwarzacz mp3, to mogę użyć dowolnie wybranego nicka i nikt bez zgody sądu i/lub administratora nie pozna mojej tożsamości. A opinia w świat pójdzie. Gdyby była to moja prywatna opinia, pół biedy. Problem zaczyna się wówczas, gdy ktoś sypnie jakimś honorarium po 10 gr za autorski wpis. Autorsko zarabiając na życie, masy pracujące tworzą dowolnie fałszywy, zamówiony przez pracodawcę obraz dowolnego zjawiska. Konsekwencje są wiadome, fantastyczna zdolność Sieci do wyławiania potrzebnych informacji gnije i śmierdzi zdechłą rybą. Ponieważ jestem lekkomyślnym zwolennikiem przechodzenia do demokracji elektronicznej, trochę mnie ta słabość wirtualnego świata niepokoi.

Zastanawiam się, co można z tym zrobić. Wiadomo — administracyjnie nie da się nagle zabronić publikacji anonimowych treści, zresztą nie o to chodzi. Zależałoby mi na tym, żeby autor dowolnego wpisu mógł ujawnić swoją tożsamość. Takie posty, wpisy, komentarze byłyby wielokrotnie bardziej wiarygodne. Sfera anonimowa pozostałaby miejscem dla amatorów pomyj i wytrzymałych. Pierwsza rzecz, to ogólny standard typu OpenID, Windows LiveID czyli jakby paszport dostępny na każdej stronie w necie. Są też inne projekty, jak Liberty Alliance Project. Na szczęście nieźle to działa we wszelkich portalach społecznościowych wymuszających jawność osoby, jak nasz Goldenline czy Allegro. Mam tylko nadzieję, że biznesplany właścicieli innych opiniotwórczych stron uwzględnią “potrzebę konsumenta” i wypromują obywatelską bądź co bądź, postawę polegającą na podpisywaniu się własnym imieniem i nazwiskiem.

Czego wszystkim życzę,

Piotr Tomaszewski

No Tag

Next Page »