Archive for the 'tekst' Category

o chamstwie

A to się przetoczyło, przez blogi, przez blipy, przez wykopy, przez TVNy. Dyskusja na temat niezbyt nowy, ale ostatnio gorący (odgrzewany?): chamstwo w Sieci.

Przemyślawszy, wzniósłszy się nieco ponad przypadki partykularne (Świeniewicz, Kaczyński, ta czy inna celebryta), ułożyłem to sobie w kilka punktów:

  • Anonimowość
    To za długo nie potrwa. W tej chwili jest pozorna, a będzie jej coraz mniej i wszędzie tam, gdzie znajdziemy coś interesującego będziemy zmuszeni odsłonić tożsamość. Jeśli zaś pozostaną oazy nieidentyfikacji, to najpewniej będą albo moderowane przez zamieszkujące je społeczności, albo pogrążone w chaosie i wrzasku, nudne, a co za tym idzie, krótkożywe. Na potrzeby nieujawniania danych osobowych będziemy pewnie używać kilku tożsamości elektronicznych, jak kataryna czy kretynofil. Obie te postaci to efekt jakiejś pracy włożonej w kreację. Ich charakterystyka nie jest pewnie odbiciem normalnego zachowania ich właścicieli, pozostaje czymś w rodzaju roli, tak jak prezenter w TV czy komentator sportowy.
  • Relacja autorytet — publiczność
    Wydaje mi się, że dawno zapomniany model uprawiania polityki przez rozmowy wraca właśnie w wielkim stylu. Aby przekonać do siebie ludzi, czy to wyborców, czy czytelników, trzeba będzie ich przekonać bezpośrednio. Ci autoryteci, którzy nie obrażą się na puszczanie bąków i wulgarne komentarze a będą mieli dość samozaparcia i argumentów, wygrają. Może to oznaczać, niestety, rządy chamstwa, ale dopiero wtedy, gdy a) wybory będą bezpośrednie, b) będzie w nich uczestniczyć podatne na demagogię pospólstwo. Oba te warunki raczej nie są jeszcze spełnione.

    Problem (jak z Dorotą Świeniewicz) jest wtedy, gdy trafia na osobę nieprzygotowaną do zderzenia z całą skalą ludzkich reakcji. Żeby trafić do poranka TVN wystarczy przebiec kawałek od bramki do sceny na koncercie, a wtedy już jest pozamiatane. Ktoś polubi, ktoś inny nazwie szmatą, a wszystko w 15 minut po programie. Ale zastanówmy się, czy opinia tysiąca anonimowych ludzi powinna przeważać nad tą od trenerów, fachowców, koleżanek z zespołu? Jeśli przeważyła, trudno, widać do nowych mediów musimy dorosnąć. W końcu to my sami.

  • Jakość publikowanych treści
    Tu mam kłopot. Czy wulgaryzmy i ostry język wykluczają merytoryczną wypowiedź? Być może utrudniają dyskusję. Skłaniałbym się jednak do poglądu, że ważniejsza od formy jest treść. Agresja pozostaje problemem, obojętne czy w krawacie, czy w podkoszulku. Klient w krawacie bywa już bardziej awanturujący się, a kamera spokojnie pokaże go przed 23. Wolę więc, żeby na antenie czy wizji pojawiły się wszelkie słownikowe i niesłownikowe formy, a odbiorcom pozostawiono wybór. Kiedy bowiem ktoś za mnie wybiera coś ładne z kształtu, a parszywe w duszy, to na klawiaturę i usta cisną mi się przysłownikowe kurwy. No i nie wiem, czy to dobrze, że nikt z nich (wydawców, dziennikarzy, polityków, wszystkich innych polskich decydentów) ich (kurew, znaczy) nigdy nie poznał.

    Ochrona tzw. najmłodszych przed tzw. szkodliwymi treściami jest przecież dość złudna. Tu sąsiad rzuci mięsem, tam ziom z podwórka puści wiąchę… To, że media nie będą używać języka potocznego powinno być wyłącznie wyborem twórców publikujących w tych mediach. Jeśli prof. Staniszkis zechce sypnąć wiązankę, uznam to za wzbogacenie środków artystycznych, nie za upadek. Jeśli zrobi to Lepper, nie uznam tego za wzlot twórczy. Nie wartościuję tych postaci na podstawie używania lub nie pewnych wyrazów. Oczywiście jest różnica w używanym przez nie języku, ale to raczej efekt niż przyczyna. Tamowanie potoczności językowych w medium jest leczeniem objawowym, niczym więcej. Nietamowanie zaś w żadnym wypadku nie zmusi Żakowskiego, Najsztuba czy Kolendy-Zaleskiej do chóralnej grypsery w ich mediach.

spot PO spotem PiS?

Polityka polska bywa ciekawa. Rzadko uważam ruchy medialno-marketingowe poszczególnych partii za jakoś szczególnie błyskotliwe, owszem lubię nastawienie do świata i ludzi prezentowane przez PO, uwielbiam happeningi Palikota, ale dziś dla odmiany bardzo pozytywnie zaskoczył mnie team Kurski-Kamiński. Mają się onie zwrócić do p. Dolniaka, szefa sztabu PO, o pozwolenie na wykorzystanie całego spotu PO z poprzednich wyborów jako reklamy wyborczej PiS. Przedstawienie obietnic PO w charakterze pokerowego ’sprawdzam’ uznaję za dobry, odważny i fajny ruch. Nie ma w nim zwykłej zjadliwości, przynajmniej w warstwie bezpośredniego komunikatu. Domyślam się oczywiście, że czai się tam syczące, nawet mimo braku odpowiednich spółgłosek, “a nie mówiłem?”, ale jest przestrzeń do własnej interpretacji, a to już oznacza pewien szacunek dla samodzielnego rozumu odbiorcy.

Odpowiedź p. Dolniaka, złapanego przez Brygidę Grysiak z TVN24 w Sejmie, była zachowawcza i bez humoru. Moim zdaniem, jedyna prawidłowa odpowiedź to “tak, oczywiście”… Gdyby z kolei Platforma zgłosiła dla tzw. fair play spot PiS z wyborów przez PiS wygranych, byłaby to nieco paranoiczna, ale przynajmniej oryginalna, kampania wyborcza. Jedni i drudzy mieli podobny czas do dyspozycji.

Natomiast zaprezentowany przez PO spot jest… tani. Dobrze przynajmniej, że trzyma pozytywny klimat i nikogo nie atakuje. Koncepcyjnie, realizacyjnie — tani. Ale tak obiecali…

tożsamość incognito i pod przykryciem

Większość z nas, surfując tu i tam chętnie surfuje “pod przykryciem”, jak to ostatnio przetłumaczyła “undercover” gazeta.pl (a może PAP?). Wolelibyśmy nie ujawniać swoich tzw. danych osobowych, kiedy nie jest to konieczne. Już nawet Google’a zbieranie statystycznych danych jest oprotestowywane. Od początku swej popularności internet dawał, złudne zresztą, poczucie nierozpoznawalności. Przez strony WWW przewijały się, jak przez dworce kolejowe, masy czytelników. Pojawiła się jednak, wraz z falą tzw. Web 2.0, zmiana. Od blogów, przez fora po porównywarki cenowe, niemal wszędzie można dopisać coś od siebie. To oczywiście dobra zmiana, uwalniająca komunikację między ludźmi na niespotykaną dotąd skalę. Dawno już cieszyli się z tej zmiany np. autorzy manifestu cluetrain. Razem z tą skalą uwalniane są jednak rozmaite komunikacyjne potwory. Mnie zajął szczególnie jeden — anonimowość.

Zbiegło się ostatnio parę spraw, które mają ją za wspólną genezę. Czytając o aferze Kataryna-Czuma, o masowo fałszowanych opiniach, drobnych fałszerstwach, wreszcie nie czytając portali typu dupelek.pl, czy plutek.pl, cały czas mam wrażenie, że ta anonimowość niedobra jest. Gdy sam piszę tutaj, to każdy wykazując odrobinę zaangażowania jest w stanie sprawdzić, ktom zacz. Kiedy znowu postanowię wylać kubeł pomyj na ministra, żonę piłkarza czy nowy odtwarzacz mp3, to mogę użyć dowolnie wybranego nicka i nikt bez zgody sądu i/lub administratora nie pozna mojej tożsamości. A opinia w świat pójdzie. Gdyby była to moja prywatna opinia, pół biedy. Problem zaczyna się wówczas, gdy ktoś sypnie jakimś honorarium po 10 gr za autorski wpis. Autorsko zarabiając na życie, masy pracujące tworzą dowolnie fałszywy, zamówiony przez pracodawcę obraz dowolnego zjawiska. Konsekwencje są wiadome, fantastyczna zdolność Sieci do wyławiania potrzebnych informacji gnije i śmierdzi zdechłą rybą. Ponieważ jestem lekkomyślnym zwolennikiem przechodzenia do demokracji elektronicznej, trochę mnie ta słabość wirtualnego świata niepokoi.

Zastanawiam się, co można z tym zrobić. Wiadomo — administracyjnie nie da się nagle zabronić publikacji anonimowych treści, zresztą nie o to chodzi. Zależałoby mi na tym, żeby autor dowolnego wpisu mógł ujawnić swoją tożsamość. Takie posty, wpisy, komentarze byłyby wielokrotnie bardziej wiarygodne. Sfera anonimowa pozostałaby miejscem dla amatorów pomyj i wytrzymałych. Pierwsza rzecz, to ogólny standard typu OpenID, Windows LiveID czyli jakby paszport dostępny na każdej stronie w necie. Są też inne projekty, jak Liberty Alliance Project. Na szczęście nieźle to działa we wszelkich portalach społecznościowych wymuszających jawność osoby, jak nasz Goldenline czy Allegro. Mam tylko nadzieję, że biznesplany właścicieli innych opiniotwórczych stron uwzględnią “potrzebę konsumenta” i wypromują obywatelską bądź co bądź, postawę polegającą na podpisywaniu się własnym imieniem i nazwiskiem.

Czego wszystkim życzę,

Piotr Tomaszewski

Next Page »